Skip to content
Dla Was

Dla Was

Strona Pisarza

Menu
  • Home
  • O Mnie
  • Blog
  • Kontakt
    • Sklep
      • Koszyk
      • Zamówienie
      • Moje konto
Menu

PIĘTNO Prolog

Posted on 2023-08-28 by Paul

Prolog

Płomienie coraz to szybciej cięły płachtę ciemnej nocy. Czuć było już tylko spaleniznę, a kłęby dymu powoli rozprzestrzeniały się,  ograniczając widoki. Ognie przeskakiwały z firanki na zasłonkę, z  zasłonki na drewniane elementy zdobiące niewielką kuchnię, by na  końcu osiąść na przemalowanej na seledynowo, postkomunistycznej  boazerii. Wdzierały się coraz to głębiej, panosząc się po całym domu,  a katastroficznie rozwichrzone spaliny z każdą sekundą smoliły  napotkane przedmioty – przewodziły płomieniom ognia, zaznaczając,  co powinien teraz zniszczyć. Widok był na tyle przerażający, że  wmurował siedmioletnią dziewczynkę w podłoże. Stała boso na  mokrej od rosy trawie i nie miała siły ruszyć ani ręką, ani nogą. Gdyby  potrafiła wydusić słowo, to z pewnością zaczęłaby wzywać pomocy.  Jednak język, tak samo jak i ciało, stał się odrętwiały. Wiedziała, że w  sypialni, na pierwszym piętrze, głębokim snem śpią jej rodzice. Bogna  była roztrzęsiona z powodu zaistniałej sytuacji – jeżeli można było  użyć tego przymiotnika z racji jej wieku, bo ona sama raczej na tamten  moment nie potrafiła określić, co czuje. Nie rozumiała również jakim  cudem zaprószył się ogień. I nie sądziła, że będzie tak ekspansywny, to  wszystko przerosło jej wyobraźnię. Pomyślała o zapałkach, które leżały  zazwyczaj na lodówce i których ciągle szukała zamroczona alkoholem  matka. „Gdzie są zapałki, gnido?”, mruczała, bełkocząc niewyraźnie,  ale Bogna zawsze potrafiła odczytać wszystkie obelgi rzucane pod jej  adresem. Nawet wtedy, kiedy dostała śmierdzącą ścierą w twarz, że aż zahuczało jej w uszach. W rezultacie zapałki to był jedyny przedmiot  w domu, który przed matką chowała. Od zawsze bała się ognia.  Rodzicielka zazwyczaj zasypiała z zapalonym papierosem w ustach,  czego efektem były liczne dziury na podłokietnikach starego fotela i  wzorzystym dywanie. Tylko wódki nie odważyła się schować, zaledwie  raz spróbowała i wcale się to dla niej dobrze nie skończyło. Przez  tydzień nie chodziła do szkoły, bo wstyd jej było przed rówieśnikami.

Czerwone pręgi od bicia wąskim pasem i liczne siniaki pokrywały  wówczas całe jej ciało. Nauczycieli przekonało kłamstwo, że spadła ze  schodów, ale uczniowie nie dali się oszukać. Była wyszydzana,  mówiono o niej „Bryniara”. Dziwne, że to dziecko musi płacić za błędy  rodziców.

Spoglądając na rozogniony dobytek usłyszała okrzyki przestrachu.  Wpierw ostry i przenikliwy matki, a potem ojca. To były te same głosy,  te same wyzwiska, które słyszała co wieczór, odkąd sięgała pamięcią.  Teraz, w mocnym zdenerwowaniu, bezsilne i coraz to słabsze, nagle  ucichły, stały się bezgłośne. Tylko szalejący wokoło ogień buchał,  wzbudzając jeszcze większą grozę. Może chciał jedynie opowiedzieć historię o tym, co się wydarzyło za tymi czterema ścianami. „To już

koniec”, pomyślała dziewczynka o anielskiej urodzie, z dwoma  potarganymi warkoczykami. „To koniec, zostanę sierotą”. Łuna pożaru  zaczęła razić jej oczy, a skóra zrobiła się gorąca jak lawa. Wszystko ją swędziało, więc zrobiła kilka kroków w tył, choć był taki moment, że  żywcem chciała spłonąć. Była nieletnia, a ciągle traciła sens życia.  Nagle poczuła na swoim ramieniu silny, gorący uścisk. Obejrzała się i  zobaczyła piękną złotowłosą dziewczynkę z sąsiedztwa. Znały się tylko  z widzenia, czasem mówiąc sobie cześć, przechodziły obok siebie,  hacząc łokciami. Były rówieśniczkami, gdyż chodziły do tego samego  przedszkola, jednak do innych grup. Dziewczynka z sąsiedztwa, mimo  młodego wieku, miała wyrysowaną na twarzy mądrość. Dlatego Bogna  tak bardzo ją polubiła. Dotąd niedostępna, chroniona przez swoich  rodziców, była dla niej zagadką. Często wyobrażała sobie, że ona jest  tą dziewczynką i że to jej dzieciństwo jest takie szczęśliwe. Najbardziej  podobał się Bognie ten gruby, złoty warkocz, którym koleżanka z  przedszkola miała codziennie oplecioną głowę. Był nienaganny, a na  samym końcu uwieńczony różową kokardką – widać było, że matka  dziewczynki bardzo się przykłada. Przypominał koronę, dlatego  Bogna nazwała ją Queen. Była piękna i nieosiągalna jak prawdziwa  królowa.

Nagle stało się coś, co malutką Bognę bardzo zaskoczyło. Queen się zjawiła i schwyciła ją za rękę. To ona kazała się cofnąć tych parę kroków.  Pilnowała Bogny, by ta nie zrobiła żadnej głupoty. Z oddali usłyszały  dźwięk strażackich syren. Nie rozumiała dlaczego, ale Queen mocno  schwyciła ją za rękę i zmusiła do ucieczki. Pocieszała ją w biegu,  mówiąc: „To nie twoja wina. To nie twoja wina!”. Skąd wiedziała, że  Bogna się obwinia, że czuje się podle, może znała ją lepiej, niż jej się wydawało. Na ten moment niczego nie rozumiała. Królowa,  zostawiając ją w gęstych zaroślach, nagle zaczęła się oddalać, jakby  bojąc się skarcenia przez matkę. W krzaku dzikiej róży samotnie  przespała całą noc. Obudziła się z poszarpaną skórą, zewsząd sączyła  się czerwona krew. Gdzie nie gdzie wbity w jej bladą skórę kolec  świadczył o tym, że dziki krzak nie był dla niej łaskawy. Rozglądała się za Queen, ale bezskutecznie. Ktoś szedł ulicą, głośno wywołując jej  imię; krzyczał wniebogłosy. To był ochrypły głos wujaszka Zenka,  brata jej ojca. „Co teraz będzie, co będzie”, pytała, ale sama nie  wiedziała kogo. Spoglądała na soczystego, różowego pąka, który  ocierał się o skórę na jej policzku, był jeszcze mokry od rosy. Miała  tylko nadzieje, że Queen się pojawi, była taka ciepła i biła od niej  dobroć. Już za nią tęskniła, czuła, że jest to jej bratnia dusza.

Z oddali ujrzała swój rodzinnym dom, wyglądał strasznie. To już nie  był jej dom, tylko zwęglona bryła ze zrujnowanym dachem. Prawdziwe  pogorzelisko. Tak ją potem nazywali mieszkańcy Kamiennej Góry:  „Pogorzelka”. Jak ona tego nie lubiła.

– Bogna, Bogna, kochanie, gdzie ty jesteś? – Wujek Zenek nie dawał odporu i wciąż zatroskanym głosem ją wołał.

Cały czas bała się wyjść z ukrycia. Cały czas biła się w pierś, że mogła  ostrzec rodziców.

cdn.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie wpisy

  • PIĘTNO Prolog
  • Witaj, świecie!

Najnowsze komentarze

  1. Komentator WordPressa - Witaj, świecie!

Archiwa

  • sierpień 2023
  • maj 2023

Kategorie

  • Literatura
  • Moje powieści

Logowanie Telegramem

©2026 Dla Was | Built using WordPress and Responsive Blogily theme by Superb