Prolog Płomienie coraz to szybciej cięły płachtę ciemnej nocy. Czuć było już tylko spaleniznę, a kłęby dymu powoli rozprzestrzeniały się, ograniczając widoki. Ognie przeskakiwały z firanki na zasłonkę, z zasłonki na drewniane elementy zdobiące niewielką kuchnię, by na końcu osiąść na przemalowanej na seledynowo, postkomunistycznej boazerii. Wdzierały się coraz to głębiej, panosząc się po całym…

